LMS to nie e-learning

22.04.2008

LMS to nie e-learning

Cristina Costa napisała niedawno na blogu Grahama Attwella ciekawy post na temat tego, dlaczego uważa, że platformy e-learningowe takie jak Blackboard czy Moodle nie powinny być nazywane VLE (Virtual Learning Environments). VLE jest jedną z najczęściej używanych nazw dla takich systemów, obok LMS (Learning Management Systems) oraz CMS (Course Management Systems). Cristina twierdzi, że platforma e-learningowa sama w sobie nie jest jeszcze środowiskiem uczenia się (learning environment), a jedynie oprogramowaniem, które ewentualnie może umożliwić jego stworzenie. Natomiast to, czy takie środowisko powstanie czy nie, zależy już od ludzi, którzy z tego oprogramowania będą korzystać i od tego, jak będą oni z niego korzystać. Aby zilustrować swą tezę autorka przywołuje różnicę między domem w sensie budynku (ang. house) a domem w sensie miejsca zamieszkania, z którym jesteśmy emocjonalnie związani, a nawet w sensie rodziny (ang. home).

Trudno odmówić jej racji – samo posiadanie platformy e-learningowej nie oznacza jeszcze, że “mamy e-learning”. Tak naprawdę, systemy LMS na polskich uczelniach bardzo często wykorzystywane są wyłącznie jako repozytoria materiałów dla studentów. Nie ma w tym nic złego, jest to jedno z oczywistych zastosowań tych systemów, jednak elektroniczna dystrybucja PDF-ów czy prezentacji PowerPoint to jeszcze nie e-learning. Prawdziwy (akademicki) e-learning zaczyna się wtedy, kiedy platforma “żyje” interakcjami między studentami oraz między studentami a wykładowcami, kiedy staje się dla wykładowców i studentów środowiskiem, w którym razem (i nawzajem) się uczą.

Warto o tym pamiętać.

Komentarze: 6

Napisz swój komentarz
  1. Maciek S 21.07.2008 at 12:33 #

    Popieram.
    E-learnig powinien skupiac się na zdalnym prowadzeniu zajec i kursów. Czyli jestes w trakcie zajęć z innymi uczestnikami ale np. w domu. Materiały równie dobrze można by było przesłać na maila.

  2. Przemysław Stencel 21.07.2008 at 15:29 #

    To prawda. Smutne jest to, że niektórzy uważają, że udostępnianie materiałów w sieci to już e-learning. Przez analogię, w “tradycyjnym” nauczaniu należałoby stwierdzić, że wręczenie studentowi książki to już edukacja ;-)

  3. Tomasz Orzechowski 5.12.2008 at 0:10 #

    Ale tak właśnie jest…
    Zwróć uwagę na to czym jest edukacja a czym kształcenie…

    Wręczenie książki jest formą edukacji ale żeby bylo to skutecze to potrzeba z niej skorzystać a następnie (najlepiej) wiedza winna być przez “instruktora” zewryfikowana…

    To samo w elearningu – jedną z form jest “samoksztalcenie” czyli korzystanie z zasobów w sieci… ;-)

    To nie moje opinie ale klasyków e-learningu…
    Oczywiście są inne formy e-learningu…

  4. Tomasz Orzechowski 5.12.2008 at 0:19 #

    Przy okazji jak to jest z CMS…
    Najczęstszym rozwinięciem jest jednak Content Management System…
    Z kursami nie ma to nic wspólnego:
    O tak na przykład:
    M. Nichani,LCMS = LMS + CMS [RLOs], 2001, http://www.elearningpost.com/articles/archives/lcms_lms_cms_rlos
    Częściej mamy więc LMS. CMS (Content!) i LCMS ew. VCS… Jako kategorie systemów…
    A tu przykład CMSa z Polski: http://www.edito.pl

    VLE, MLE czy IMS to troszkę inna kategoria dot. systemów stosowanych w na potrzeby edukacji.
    Odsyłam:
    http://www.leeds.ac.uk/library/ustlg/spring01/moira/refs.htm

  5. Przemysław Stencel 5.12.2008 at 10:21 #

    Tomasz,

    Oczywiście, masz rację, że samokształcenie, czy to w sieci, czy poza nią, jest jedną z form edukacji. Dodatkowo, dzięki wykorzystaniu sieci, łatwiej jest dotrzeć do wartościowych materiałów i do osób będących autorytetami w dziedzinie, w której zdecydujemy się “samo-kształcić”. I uważam, że samokształcenie (szczególnie właśnie w sieci, konektywistyczne) jest bardzo wartościową formą edukacji, niejednokrotnie bardziej wartościową niż formalne kształcenie.

    Mnie natomiast, kiedy pisałem ten post, chodziło nie o deprecjonowanie samokształcenia jako takiego, a raczej chciałem zwrócić uwagę na – niestety dość powszechną – praktykę, kiedy uczelnie, dostarczając de facto jedynie elektroniczne materiały mogące być podstawą samokształcenia, twierdzą, że prowadzą studia (czyli kształcą! :-) ) z wykorzystaniem e-learningu.

  6. Przemysław Stencel 5.12.2008 at 10:41 #

    Jeszcze w sprawie terminu CMS…

    Prawda, najczęściej oznacza on “Content Management System”, jednak czasami jest on również używany jako “Course Management System”. Jako “Content Management System” jest on stosowany nie tylko w światku e-learningowym, ale również poza nim, w szerszym kontekście publikowania treści w sieci. Natomiast “Course Management System” jest już terminem typowo e-learningowym. Ale oczywiście, masz rację, może to być trochę mylące.

    Oj, długo można by dyskutować, czym się od siebie różnią LMS, CMS (w obu znaczeniach), LCMS, VLE, MLE, PLE, LSS, itp. :-) Często są te terminy używane synonimicznie, choć oczywiście każdy z nich niesie ze sobą trochę inne konotacje.

Wpisz swój komentarz