LMS to nie e-learning


LMS to nie e-learning

Cristina Costa napisała niedawno na blogu Grahama Attwella ciekawy post na temat tego, dlaczego uważa, że platformy e-learningowe takie jak Blackboard czy Moodle nie powinny być nazywane VLE (Virtual Learning Environments). VLE jest jedną z najczęściej używanych nazw dla takich systemów, obok LMS (Learning Management Systems) oraz CMS (Course Management Systems). Cristina twierdzi, że platforma e-learningowa sama w sobie nie jest jeszcze środowiskiem uczenia się (learning environment), a jedynie oprogramowaniem, które ewentualnie może umożliwić jego stworzenie. Natomiast to, czy takie środowisko powstanie czy nie, zależy już od ludzi, którzy z tego oprogramowania będą korzystać i od tego, jak będą oni z niego korzystać. Aby zilustrować swą tezę autorka przywołuje różnicę między domem w sensie budynku (ang. house) a domem w sensie miejsca zamieszkania, z którym jesteśmy emocjonalnie związani, a nawet w sensie rodziny (ang. home).

Trudno odmówić jej racji – samo posiadanie platformy e-learningowej nie oznacza jeszcze, że “mamy e-learning”. Tak naprawdę, systemy LMS na polskich uczelniach bardzo często wykorzystywane są wyłącznie jako repozytoria materiałów dla studentów. Nie ma w tym nic złego, jest to jedno z oczywistych zastosowań tych systemów, jednak elektroniczna dystrybucja PDF-ów czy prezentacji PowerPoint to jeszcze nie e-learning. Prawdziwy (akademicki) e-learning zaczyna się wtedy, kiedy platforma “żyje” interakcjami między studentami oraz między studentami a wykładowcami, kiedy staje się dla wykładowców i studentów środowiskiem, w którym razem (i nawzajem) się uczą.

Warto o tym pamiętać.

Licencja

Treść artykułów dostępna jest na licencji Creative Commons

Creative Commons License



Napisz komentarz

Napisz komentarz do tego artykułu. Można stosować podstawowe znaczniki html.

Komentarze są moderowane, tzn. muszą zostać zaakceptowane, zanim zostaną wyświetlone na witrynie. Każdy komentarz będzie zaakceptowany, chyba że:

  • jest spamem,
  • nijak się ma do tematyki tej witryny,
  • używa słów powszechnie uważanych za wulgarne lub obraźliwe.

Komentarze

Popieram.
E-learnig powinien skupiac się na zdalnym prowadzeniu zajec i kursów. Czyli jestes w trakcie zajęć z innymi uczestnikami ale np. w domu. Materiały równie dobrze można by było przesłać na maila.

To prawda. Smutne jest to, że niektórzy uważają, że udostępnianie materiałów w sieci to już e-learning. Przez analogię, w “tradycyjnym” nauczaniu należałoby stwierdzić, że wręczenie studentowi książki to już edukacja ;-)

Ale tak właśnie jest…
Zwróć uwagę na to czym jest edukacja a czym kształcenie…

Wręczenie książki jest formą edukacji ale żeby bylo to skutecze to potrzeba z niej skorzystać a następnie (najlepiej) wiedza winna być przez “instruktora” zewryfikowana…

To samo w elearningu – jedną z form jest “samoksztalcenie” czyli korzystanie z zasobów w sieci… ;-)

To nie moje opinie ale klasyków e-learningu…
Oczywiście są inne formy e-learningu…

Przy okazji jak to jest z CMS…
Najczęstszym rozwinięciem jest jednak Content Management System…
Z kursami nie ma to nic wspólnego:
O tak na przykład:
M. Nichani,LCMS = LMS + CMS [RLOs], 2001, http://www.elearningpost.com/articles/archives/lcms_lms_cms_rlos
Częściej mamy więc LMS. CMS (Content!) i LCMS ew. VCS… Jako kategorie systemów…
A tu przykład CMSa z Polski: http://www.edito.pl

VLE, MLE czy IMS to troszkę inna kategoria dot. systemów stosowanych w na potrzeby edukacji.
Odsyłam:
http://www.leeds.ac.uk/library/ustlg/spring01/moira/refs.htm

Tomasz,

Oczywiście, masz rację, że samokształcenie, czy to w sieci, czy poza nią, jest jedną z form edukacji. Dodatkowo, dzięki wykorzystaniu sieci, łatwiej jest dotrzeć do wartościowych materiałów i do osób będących autorytetami w dziedzinie, w której zdecydujemy się “samo-kształcić”. I uważam, że samokształcenie (szczególnie właśnie w sieci, konektywistyczne) jest bardzo wartościową formą edukacji, niejednokrotnie bardziej wartościową niż formalne kształcenie.

Mnie natomiast, kiedy pisałem ten post, chodziło nie o deprecjonowanie samokształcenia jako takiego, a raczej chciałem zwrócić uwagę na – niestety dość powszechną – praktykę, kiedy uczelnie, dostarczając de facto jedynie elektroniczne materiały mogące być podstawą samokształcenia, twierdzą, że prowadzą studia (czyli kształcą! :-) ) z wykorzystaniem e-learningu.

Jeszcze w sprawie terminu CMS…

Prawda, najczęściej oznacza on “Content Management System”, jednak czasami jest on również używany jako “Course Management System”. Jako “Content Management System” jest on stosowany nie tylko w światku e-learningowym, ale również poza nim, w szerszym kontekście publikowania treści w sieci. Natomiast “Course Management System” jest już terminem typowo e-learningowym. Ale oczywiście, masz rację, może to być trochę mylące.

Oj, długo można by dyskutować, czym się od siebie różnią LMS, CMS (w obu znaczeniach), LCMS, VLE, MLE, PLE, LSS, itp. :-) Często są te terminy używane synonimicznie, choć oczywiście każdy z nich niesie ze sobą trochę inne konotacje.