Jeszcze o uniwersytetach udostępniających swoje materiały za darmo


Jakiś czas temu wspominałem o coraz częstszych inicjatywach udostępniania przez uniwersytety swoich materiałów dydaktycznych bezpłatnie. Chciałbym na moment wrócić do tego tematu, ponieważ akurat kilka dni temu w the Wall Street Journal pojawił się artykuł omawiający ten trend. Niestety, pełen artykuł dostępny jest jedynie dla osób, które opłaciły dostęp, ale jego fragmenty można przeczytać w artykule Giving education away for free, MIT-style opublikowanym w logu InfoWorld.

Czytając oba artykuły oraz dyskusję po artykule w InfoWorld, warto zwrócić uwagę na powody, dla których uniwersytety decydują się na pozornie samobójcze udostępnianie swoich wykładów. Przede wszystkim, sam dostęp do treści edukacyjnych nie stanowi jeszcze edukacji, więc bezpłatne udostępnianie tych treści nie stanowi zagrożenia dla uczelni (w sensie możliwego zmniejszenia ilości kandydatów). Diana E.E. Kleiner, profesor historii sztuki na Uniwersytecie Yale, stwierdza, że “z punktu widzenia Yale, nie ma nic ważniejszego niż bezpośrednia interakcja między studentami a nauczycielem. Z kolei Matt Asay, autor artykułu w InfoWorld, dodaje, że według niego kolejnym bardzo ważnym aspektem studiowania na uczelni są kontakty, które się nawiązuje podczas studiów. Wreszcie, jak stwierdza Savio Rodrigues (w komentarzu do artykułu w Infoworld), nie bez znaczenia jest fakt, że oprócz wiedzy samej w sobie posiadamy również dyplom certyfikujący jej posiadanie, szczególnie jeżeli jest to dyplom renomowanej uczelni.

Oczywiście fakt, że takie inicjatywy uniwersytetom nie szkodzą, nie jest wystarczającym uzasadnieniem ich podejmowania. Poza altruistycznymi motywami, takimi jak misja jak najszerszego udostępniania wiedzy, są one dla uczelni doskonałą promocją. Ankieta przeprowadzona na MIT wykazała, że dla jednej trzeciej spośród studentów pierwszego roku, którzy przed studiami na MIT znali witrynę MIT OCW, miała ona istotne znaczenie przy decyzji o podjęciu tam studiów.

Ciekawym uzupełnieniem tego tematu może być artykuł Courses Vs. Content – Online Offerings From Major Institutions Are Not Created Equal napisany przez Stephen’a Downes’a. Artykuł (trochę między wierszami) zwraca uwagę na potencjalne niebezpieczeństwo, jakie inicjatywy podobne do MIT OCW stwarzają dla e-learningu, a konkretnie dla tego, jak jest on postrzegany. Stephen pisze, że model udostępniania materiałów reprezentowany przez MIT OCW, ze względu na swoją popularność i wielu naśladowców, może być niekiedy utożsamiany z e-learningiem. Co będzie niestety oznaczało, że w popularnym rozumieniu e-learning może zostać sprowadzony do elektronicznego dostarczania treści, co jest oczywiście dużym nieporozumieniem. Dlatego też modelowi MIT Stephen przeciwstawia model otwartego udostępniania kompletnych kursów, którego przykładem jest projekt OpenLearn wdrażany od niedawna przez Open University.

PS
Przy okazji, pojawiają się już w sieci witryny, gdzie w jednym miejscu można przeszukiwać materiały OCW udostępniane przez różne instytucje, np. OER Commons, OCW Consortium, czy OCW Finder.

PS 2
O popularności modelu reprezentowanego przez MIT może też świadczyć chociażby fakt, że OCW (OpenCourseWare) oryginalnie było nazwą własną projektu prowadzonego przez MIT, a w tej chwili stało się już właściwie nazwą rodzajową wszystkich tego rodzaju inicjatyw.

Licencja

Treść artykułów dostępna jest na licencji Creative Commons

Creative Commons License



Napisz komentarz

Napisz komentarz do tego artykułu. Można stosować podstawowe znaczniki html.

Komentarze są moderowane, tzn. muszą zostać zaakceptowane, zanim zostaną wyświetlone na witrynie. Każdy komentarz będzie zaakceptowany, chyba że:

  • jest spamem,
  • nijak się ma do tematyki tej witryny,
  • używa słów powszechnie uważanych za wulgarne lub obraźliwe.

Komentarze

Jeszcze nie ma żadnych komentarzy. Bądź pierwszy!