treść ≠ e-learning
Coraz więcej uczelni na świecie udostępnia treść swoich kursów e-learningowych bezpłatnie. Najlepiej znanymi przykładami są MIT OpenCourseWare, niedawna inicjatywa brytyjskiego Open University o nazwie OpenLearn, filmy z wykładami z kalifornijskiego uniwersytetu Berkeley, czy Open Learning Initiative uniwersytetu Carnegie Mellon.
Każda taka inicjatywa pokazuje dobitnie, że w e-learningu, podobnie jak w tradycyjnej edukacji, nauczanie to coś więcej niż tylko dostarczanie treści. Jeszcze całkiem niedawno można było usłyszeć głosy, że w e-learningu “content is king”. Podejście takie znajdowało swoje odzwierciedlenie w fakcie, że bardzo duży nacisk kładziony był na tworzenie treści kursów e-learningowych, najlepiej w formie tzw. “learning objects”, katalogowanie ich, opisywanie za pomocą skomplikowanych systemów metadanych, oraz opracowywanie metod ochrony tych treści przed nieautoryzowanym dostępem i powielaniem. Obecnie coraz częściej jednak zdajemy sobie sprawę z ograniczeń takiego podejścia do e-learningu. Przede wszystkim, musimy pamiętać, że wprawdzie treści nauczania bezsprzecznie są ważne, to jednak istotą edukacji w ogóle, a więc również e-learningu, jest “intelektualna obróbka” tych treści, najlepiej odbywająca się w ramach interakcji z innymi studentami i z wykładowcą. I prawdopodobnie dlatego właśnie instytucje takie, jak MIT, Open University, Berkeley, czy Carnegie Mellon, nie obawiają się, że udostępniając swoje materiały dydaktyczne bezpłatnie całemu światu, stracą potencjalnych studentów.
Zapraszamy na szkolenie "E-learning w szkole językowej – możliwości wykorzystania platformy Moodle", które odbędzie się 6 marca w Krakowie - więcej informacji na 



Po nitce do kłębka, jako (współ)użytkownik “delicji” trafiłem na Twój portal. Zgadzam się, e-Learning to coś znacznie więcej niż treść, ale… e-Learning to także nie “nauczanie”. Sądzę, że zgodzisz się, że e-Learning to suma e-Kontentu i e-Kontaktu. Z tym drugim, co pokazuje mi praktyka “realu” na uczelni nie jest najlepiej. Mamy studentów z więcej niż 120 punktami na 200, czyli dobrych. Mimo zachęt trudno o interakcję z nimi, a ich wzajemna komunikacja jest symboliczna.
Zawód nauczyciela, jako tego co przekazuje wiedzę i naucza chyba wymiera. Jak sam napisałeś wiedza, nawet z tej najwyższej półki jest w sieci! Moją rolą jest motywować, pomagać a potem… kontrolować wiedzę i certyfikować. Tematem na zupełnie inne opowiadanie jest pytanie, czy jesteśmy mentalnie i emocjonalnie gotowi korzystać z “obcych” materiałów.